W sierpniu byłem na szkoleniu programu Leave No Trace na Tajwanie i hipokryzją byłoby uważać, że moja podróż lotnicza odbyła się bez znaczącego wpływu na środowisko. Postanowiłem zatem policzyć oraz zredukować swój ślad węglowy dla tej podróży.

W swoich obliczeniach posiłkowałem się źródłami takimi jak to:

http://post-turysta.pl/artykul/policzmy-swoj-slad

Szybka kalkulacja wskazuje, że mój lot w obie strony na trasie Warszawa -> Amsterdam -> Taipei (ok. 11 000 km) to ślad węglowy rzędu 1.5 T CO2. Jak to zredukować? Ze źródeł wynika:

Średniej wielkości drzewo absorbuje rocznie 5 kilogramów CO2. Lot powrotny między Polską a Indonezją produkuje ponad 1 tonę CO2 na pasażera. Oznacza to, że aby zoffsetować nasze emisje CO2 z jednego takiego lotu musielibyśmy zasadzić kilkadziesiąt drzew i poczekać 5-6 lat aż zaabsorbują tonę CO2

Policzmy. $$ 1500 kg \div (\frac{5kg}{rok} \cdot 5 lat )  = 60 (szt)$$ czyli aby zredukować 1500 kg CO2 w perspektywie 5 lat, musiałbym posadzić ok. 60 drzew. Ale źródło mówi o zdolności akumulacyjnej średniej wielkości drzewa, a ja przecież sadził będę młode drzewa. Postanowiłem zatem podwoić tę liczbę i posadzić ponad 120 drzew.

Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że nawet 120 młodych drzewek nie zakumuluje tyle węgla przez najbliższe 5 lat, jednakże myślę o tym bardziej perspektywicznie, jako długoterminowy zaczątek mojego prywatnego lasu offsetowego.

No a zupełnie inną sprawą jest, że na mojej działce już w chwili obecnej rośnie kilkaset drzew (w tym te posadzone przeze mnie w ostatnich 2 latach), w tym kilkadziesiąt sosen w wieku powyżej 10 lat, i raczej nie mam zamiaru ich wycinać. Stanowią one zatem również pewną pulę akumulacyjną.

Ale do roboty. Przyszły chłodniejsze dni, szkółki wznowiły sprzedaż, wybrałem się więc do szkłółki w Krzewinach po moje sadzonki. Kupiłem 30 modrzewi, 30 brzóz (szybki przyrost, więc i większe zdolności akumulacyjne w pierwszych latach), 20 dębów (po 10 szypułkowego i bezszypułkowego), do tego jeszcze trochę dzikiej jabłoni oraz jarzębiny. A na deser dosadziłem sosny wejmutki.

Ponieważ ziemia na mojej działce jest dość lekka i największym czynnikiem ograniczającym jest woda, sadziłem dość niekonwencjonalnie, kopiąc znacznie większy niż potrzeba dół oraz wrzucając do środka najpierw trochę ścinków drewna (akumulacja wody) oraz kompostu (składniki odżywcze na start). Zobaczymy za rok jaki będzie tego efekt i ile przetrwa letnie susze.

 

Tagged on:                 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *