Drugi dzień w Brukseli, niezwykle intensywny. Najpierw pierwszy dzień konferencji SYSID 2012. Sesje takie jak wszędzie, poczęstunki… może nie tak obfite jak w Aalborgu, ale plus ogromny, że w ogóle były. No i niektóre rzeczy były wprost przepyszne, choć pojęcia nie mam co właściwie jadłem.

Po wykładach spacer peryferiami starego miasta zaprowadził mnie do Batnique – dawnego ogrodu botanicznego, teraz będącego ledwie cieniem, zaniedbanym parkiem. Niegdyś musiał to być naprawdę piękny ogród, teraz fontanny są nieczynne, pomniki obdrapane a zieleń zaniedbana. Dawny ogród zimowy – szklarnię – przerobiono na teatr, który również czasy świetności ma za sobą – wszystko brudne, obdrapane, obsmarowane pseudograffiti. Przygnębiające miejsce.

Całe szczęście wieczorem mieliśmy degustację konferencyjną zorganizowaną w muzeum komiksu. Jest to całkiem ciekawe muzeum zlokalizowane w dawnym XIX-wiecznym dworcu w stylu art noveau. Przepiękna architektura mieszcząca dość interesujące ekspozycje.

Na sam koniec zawędrowałem na główny rynek, gdzie odbywał się koncert z okazji jakiegoś flamandzkiego święta. Co mnie szczerze zadziwiło – tuż przed 23:00 koncert się skończył i wszyscy zaczęli się rozchodzić. OK, może nie chcą zakłócać ciszy nocnej w środku tygodnia czy coś w ten deseń? Ale nie! Wracając do hotelu zauważyłem, jak w praktycznie wszystkich restauracjach trwa pośpieszne zamykanie i sprzątanie. Życie w środku tygodnia zamiera o 23:00.

Tagged on:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *